JORDANIA

JORDANIA

5/5 (1)
Opublikowano przez gracja

JORDANIA nie jest miejscem, gdzie przybywają rzesze turystów, ale z pewnością jest godna odwiedzenia, choćby podczas kilkudniowej wycieczki. I tak wyruszamy na pustynię, do Tadmuru – miasteczka – oazy, które wyrosło niedaleko ruin, niegdyś potężnego, rzymskiego miasta Palmyra. Po kilkugodzinnej podróży autobusem, którego kierowca zdawał się być bardziej zainteresowany gazetą, którą czytał, niż sytuacją na drodze, ale w końcu docieramy do miasta. Zatrzymujemy się na pustkowiu, gdzieś na obrzeżach miasta i jesteśmy już na terenie ruin. Długo spacerujemy po ogromnym, nieogrodzonym terenie, gubiąc się wśród kolumnad i niezliczonych świątyń, wspinając się na postumenty, tetrapylony, patrząc na wszystko z góry, z dołu i z bliska, dotykając rzeźbień i detali.. JORDANIA to drugie państwo po SYRII, które odwiedziliśmy.. Choć z pozoru podobne, to już po dwóch dniach widzimy jak bardzo różni się od Syrii. Przede wszystkim dociera tu znacznie więcej turystów, w związku z czym ludzie są mniej otwarci i bezinteresowni. Poza tym, kraj jest lepiej rozwinięty – mają lepsze drogi i dużo policji, więc kierowcy nie jeżdżą jak szaleni. Stolica jest otwarta na zachodnie rynki – co rusz mija się restauracje sieci McDonalds, czy KFC, a na ulicach dużo jest amerykańskich samochodów. Znacznie więcej też osób ubiera się po “europejsku”. Zatrzymujemy się w AMMANIE – stolicy Jordanii. Nad centrum miasta góruje cytadela, lecz oprócz niej nie ma tu zbyt wielu zabytków. Jeszcze pół wieku temu Amman liczył nie więcej niż 10 tysięcy mieszkańców, więc jego zabudowa jest dość nowoczesna. Wiele osób uważa go za zbyt kosmopolityczny i unika zostawania tu na dłużej. Ma jednak taką zaletę, że jest stąd blisko do wielu atrakcji turystycznych kraju. Żegnamy się z Ammanem i zmierzamy do PETRY. Jedna z piękniejszych scenerii pustynnych, jaką bez wątpienia jest Wadi Ram, to stosunkowo kompaktowa, mało rozległa dolina, o stromych, skalistych skałach i piaszczystym dnie. U wejścia do doliny, gdzie kończy bieg wszelaki transport publiczny, znajduje się wioska Rum. Tutaj, zaraz po przyjeździe inkasowana jest opłata turystyczna w wysokości 1 JOD Tutaj też czają się Beduini, skorzy do wynajęcia samochodów terenowych (40 JOD – cena przed targowaniem!) Myśmy postanowili zwiedzić Wadi Rum na piechotę, ja jednak się przeliczyłam z siłami i wracałam dorożką. Droga dnem doliny wiedzie po dość grząskim piachu, utrudniającym wędrówkę. Petra to obecnie ruiny miasta Nabatejczyków. Położona jest w skalnej dolinie, do której prowadzi jedna wąska droga wśród skał – wąwóz As Sik. – Jeden z siedmiu cudów świata i inspiracja tej podróży, w moim wyobrażeniu zawsze była czymś magicznym. Mając przed oczami kadry z filmu o Indianie Jonesie i zawsze, marzyłam, by ujrzeć jedną z piękniejszych budowli świata. Jak się okazało, nie tylko ja byłam autorką takich marzeń, a tłumy turystów, ale muszę powiedzieć, że zabytkowi takiej klasy, nic nie jest w stanie zaszkodzić. Szczególnie, że tu dociera niewielu jeszcze turystów i skąd można podziwiać Petrę w ciszy i spokoju. Do Wadi Musa (wioski, która wyrosła nieopodal skalnego miasta) docieramy koło południa, (upał śtraszny J ) dobrze ponad 40 stopni w słońcu, droga w dół wioski, do bram rezerwatu, a potem około 45-minutowy marsz do Skarbca Faraona. Kiedy widzimy ją już w całej okazałości uderza nas mistrzostwo jej wykonania – bowiem tak naprawdę jest to ponad czterdziestometrowa rzeźba wykonana z jednego, olbrzymiego kawałka różowego kamienia. Ma ona dużo cech rzymskich i wielu przypomina wejście do antycznej świątyni, lecz dla mnie jest bardziej barokowa. Skarbiec…. to jednak dopiero początek. Dalej, tam gdzie wąwóz się rozszerza, w czasach Nabatejczyków, a potem pod panowaniem rzymskim, wyrosło rozległe miasto zajmujące całą dolinę. Po obu stronach mijamy wykute w skałach grobowce – już nie tak dobrze zachowane, ale nadal robiące wrażenie. Gdzieś spomiędzy skał wyłaniają się namioty i stoiska handlarzy sprzedających pamiątki i biżuterię, bardzo oryginalną i niepowtarzalną. W miarę jak oddalamy się od głównego traktu coraz częściej spotykamy małe dzieci pasące kozy i owce. Brudne, o umorusanych twarzach, co rusz podbiegają do nas żebrząc o choćby jednego dinara. Dochodzimy do pięknych Grobowców Królewskich, spod których roztacza się urzekający widok na całe miasto. Po lewej Rzymski Teatr, przed nami brukowana droga z kolumnadą, a po prawej pod wielkim dachem, ruiny późniejszego, chrześcijańskiego kościoła. Nieodłącznym elementem tej mozaiki są także Beduini, prowadzący na swoich wielbłądach, osiołkach i mułach zmęczonych długą drogą turystów. Ja również dałam się skusić, aby w drodze powrotnej z wąwozu wrócić bryczką, choć wytrzęsło mnie okrutnie. No i wyruszmy w stronę Morza Martwego. Nie jest w rzeczywistości żadnym morzem, tylko śródlądowym jeziorem usytuowanym w najniższej depresji na Ziemi. Jego lustro znajduje się na poziomie 418 m p.p.m. Maksymalna głębokość sięga niemal 400 m. Słynie ze swojego silnego zasolenia, które średnio wynosi 276 ℅. Niestety na skutek zakłócenia naturalnej równowagi przez Izrael i Jordanię (wykorzystanie zasilających jezioro rzek do nawadniania) Morze Martwe obniża swój poziom o ok 1 m rocznie. Przez kilka godzin rozkoszujemy się niesamowitym widokiem majestatycznych gór wyrastających z przeciwległego brzegu, zażywamy kąpieli w bardzo, ale to bardzo słonej wodzie i obowiązkowo smarujemy się leczniczym mułem. Ja już jednak z trudem wytrzymuję 50-cio stopniowy upał, który panuje w największej depresji świata…..Po prostu szok.

I jeśli mnie ktoś kiedyś zapyta: dokąd jedziesz ?  na pustynię i na gorące plaże, do ludzi wśród których byłam szczęśliwa.

 

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o

Pozostałe nagrody