The Isle of Skye

The Isle of Skye

4.75/5 (8)
Opublikowano przez Dudzinscy

THE ISLE OF SKYE

  • Są takie miejsca, które sprawiają, że czujemy się jakbyśmy stali na pograniczu rzeczywistości z innym, zupełnie nieznanym nam światem. Miejsca, w których obcujemy z czymś pięknym, czymś, czego nie da się opisać słowami, czymś, co sprawia, że czujemy się jak gdyby miały nam wyrosnąć skrzydła, które oderwą nas od ziemi i pozwolą szybować, niczym Ikar z mitycznych opowieści. Jednym z takich miejsc jest szkocka wyspa The Isle of Skye. Jak sama nazwa wskazuje, możemy się tam poczuć dosłownie jak w niebie…..

 

  • Na Skye wybraliśmy się 20 września 2017 roku. Nasza podróż trwała zaledwie pięć dni, była więc krótka, jednakże bardzo intensywna. O godzinie 23:00 wylądowaliśmy na lotnisku w Glasgow, skąd wypożyczyliśmy samochód i nie tracąc czasu udaliśmy się prosto do The Galeniffer Hotel w miejscowości Paisley, tuż przy lotnisku. Nazajutrz powitało nas prawdziwe szkockie śniadanie i bardzo miły właściciel hotelu, który jak na prawdziwego gospodarza przystało, starał się poprowadzić miły small talk, jednak z racji tego, że nie przywykliśmy do szkockiego akcentu, zrozumienie przekazu nie było takie proste jak mogłoby się to wydawać osobom biegle mówiącym po angielsku ;). Nasyceni białkowo tłuszczowym posiłkiem, pełni energii ruszyliśmy w dalszą podróż, wpisując na GPS destynację The Isle of Sky.

 

  • Podróż, na tę malowniczą wyspę była już sama w sobie niezapomnianym przeżyciem. Pomijając kwestie techniczne, takie jak ruch lewostronny (spokojne, nie taki diabeł straszny) i niesamowicie wąskie i kręte odcinki drogi, krajobraz, który roztaczał się za oknami wypożyczonej Skody, zapierał nam dech w piersiach. A to był dopiero początek….

  • Przed wjazdem na wyspę zwiedziliśmy zamek Eilean Donan, wzniesiony w 1220 r. przez szkockiego króla Aleksandra II. Nakręcono tu niejeden film, m.in. Loch Ness.                                                                       

 

  • Z racji częstych postojów, wymuszanych przez piękno przyrody, na samą wyspę dotarliśmy dosyć późno mimo że był to dystans „zaledwie” 300km. Przejechaliśmy przez barwne miasteczko Portree i podążaliśmy dalej w kierunku The Old Man of Storr, jednego z tych miejsc na Skye, które na długo pozostaną w naszej pamięci. Na górę wybraliśmy się z samego rana, tuż przed wschodem słońca. Widok zapiera dech w piersi…

 

 

  • W kolejnych dniach naszej fascynującej podróży wybraliśmy się do An Cailc, gdzie podziwialiśmy piękne klify i tamtejszą faunę. Większość turystów zatrzymuje się tu na wzgórzu, myśląc, że dalej jest już jedynie przepaść. My zdecydowaliśmy się jednak pójść szlakiem kóz, dzięki czemu mogliśmy podziwiać nadmorskie ruiny opuszczonego zakładu oraz przepiękny wodospad ukryty między skałami.

 

  • Kolejny przystanek to Kilt Rock, z przepięknym punktem widokowym, klifem sięgającym prawie 100 metrów wysokości oraz pozostałościami po dinozaurach, pochodzącymi z okresu jurajskiego.

  • Wybierając się na wyspę samochodem należy pamiętać, że wiele dróg jest bardzo wąskich i krętych,  nie sposób też pominąć rdzennych mieszkańców wyspy z którymi dzień i noc trzeba je dzielić…

  • Niestety pogoda pokrzyżowała nieco nasze plany i z następnego punktu programu, jakim była latarnia morska Nest Point, szybko przepędził nas deszcz i silny wiatr

  • Przez żołądek prosto do serca ? Tak ! Istnieje pewne miejsce na wyspie, obok którego smakosze owoców morza nie mogą przejść obojętnie. Trzeba się sporo natrudzić, aby do niego trafić, gdyż uliczki są bardzo wąskie i kręte, a oznakowanie płata figle. Z wyglądu niepozorne, będące blaszaną, rozkołysaną przez wiatr budką,„The Oyster Shed” rozpieszcza podniebienia nawet najbardziej wymagających koneserów. Do miejsce dotarliśmy tuż przed samym zamknięciem. Dostaliśmy świeże ostrygi, mule oraz eskalopki, coś przepysznego !

            

  • Nasz pobyt na wyspie zakończyliśmy zwiedzając Fairy Pools – niesamowite górskie wodospady, ciągnące się przez około 3 kilometry. Po drodze mieliśmy okazję zatrzymać się przy Old Bridge w Sligachan.

     

  • W drodze powrotnej pożegnaliśmy się z kozami i zatrzymaliśmy się, aby podziwiać zachód słońca.

  • Na sam koniec podróży udaliśmy się do Glasgow, gdzie spędziliśmy noc w Alba Hostel, którego współwłaścicielem okazał się Polak. Szkocka pogoda często nie rozpieszcza, ale na szczęście jest na to rada. W Glasgow warto odwiedzić jedno z wielu muzeów, które w większości są darmowe. Nasz wybór padł na Kelvingrove Art Gallery and Museum.

Był to jeden z tych wyjazdów, które dłuuuugo będziemy wspominać 🙂

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

  Subscribe  
Powiadom o