Kocham Barcelonę

Kocham Barcelonę

Brak ocen. Przeczytaj i oceń wpis!
Opublikowano przez gracja

   

BARCELONA

Większości ludzi kraj ten kojarzy się ze słońcem, flamenco, ciepłym morzem i przystojnymi ciemnookimi mężczyznami. Ja miałam okazję poznać Hiszpanię już 7 raz – czasem deszczową, górzystą, czasem spaloną słońcem niczym pustynia. Hiszpanię mówiącą wieloma językami, etnicznie zróżnicowaną, sympatyczną jak jej mieszkańcy, przepełnioną serdecznością i uśmiechem. Hiszpanię pachnącą dojrzałymi winogronami, rwanymi prosto z drzewa, migdałami i anyżkowym baskijskim Patcharanem – lekarstwem na wszystkie smutki. Barcelona jest cudowna do zwiedzania, przemili ludzie, przesympatyczni. Zawsze gotowi do pomocy bardzo życzliwi. Barcelona to Katalonia, a nie Hiszpania. Tu między Placem Katalońskim, a kolumną Kolumba u wejścia do portu, możesz spotkać całą Barcelonę i nasycić oczy widokiem wszystkich kolorowych kwiatów, ptaków i ryb świata. Jest to szeroki bulwar spacerowy (długości ponad 1km), tętniący życiem niemalże 24 godz na dobę. Za dnia nieustannie płynie po niej tłum turystów. Jest tu gwarno i kolorowo. Każdy odcinek Rambli jest charakterystyczny i niepowtarzalny. Swoje miejsce mają sprzedawcy wszelkiego ptactwa, stragany z kwiatami, pamiątkami i rękodziełem, malarze sprzedający swe obrazy, portreciści, i artyści niezwykle biegle posługujący się techniką malowania farbami w spray-u. Przy tych ostatnich gromadziły się tłumy. Niekwestionowaną atrakcją Rambli są rzeźby -“cudaki”, które siłą mamony wrzucanej do kapelusza ożywają i wykonują jakieś pląsy, straszą spacerujących, albo jedynie wyrażają zgodę na pozowanie do zdjęć. A po obu stronach tej osobliwej alei wznoszą się kamienice i pałace, wybudowane w XVIII wieku przez bogate rodziny. Imponują elegancją i przepychem. Barcelona na szczęście nie jest duża i dużo lepiej jest zwiedzać ją pieszo. Architektura Barcelony oczarowuje i zadziwia. Zaskakuje doskonałym współistnieniem postępu i tradycji. Przyznaję się…chodziłam ze zwieszona szczęką. Rzecz jasna najbardziej “zapowietrzał” mnie Gaudi. Jego geniusz uwieczniony w wielu budowlach zachwyca. Na każdym kroku czeka niespodzianka – budynek zaprojektowany przez Gaudiego, piękna kamienica z mosiężnymi balkonami (ach, jak ja się zachwycałam tymi kamienicami!), urokliwy placyk, sklepik z mozaikowymi obrazkami po prostu architektura Gaudiego zawładnęła moim sercem. Opuściliśmy Park Guell i na piechotkę przeszliśmy do Bazyliki Świętej Rodzinny w Barcelonie potocznie zwanej Sagrada Familia, która zrobiła na mnie największe wrażenie. Ustawiliśmy się karnie w kolejce (długiej) do kasy , gdyż zobaczenia tego budynku od środka nie mogliśmy sobie odpuścić, pomimo 8 EUR za osobę. Powiem krótko: robi wrażenie. Tego co tam się tworzy nie zobaczy się nigdzie indziej na świecie. Nie da się tego z niczym porównać. Z rozdziawionymi buziami zeszliśmy również pod katedrę, gdzie przedstawione są miniatury projektów Gaudiego oraz jego roślinne i zwierzęce inspiracje. SAGRADA FAMILIA to od niemal 130-tu lat wciąż plac budowy, która ma się zakończyć w 2026 r. w setną rocznicę śmierci Gaudiego. Oddał się całkowicie temu projektowi. Żył jak pustelnik w baraku, na placu budowy, odmawiał przyjmowania wynagrodzenia i żebrał. Kiedy został potrącony przez tramwaj nikt go nie rozpoznał. Dopiero następnego dnia okazało się, że to sławny architekt. Parę dni później zmarł. Chcieliśmy jeszcze zdążyć na koncert magicznych fontann FONT MAGICA. Można się rozmarzyć! Spektakle te odbywają się przy różnych gatunkach muzycznych. Super sprawa, widowisko na dźwięk, światło i wodę. Różne sposoby “lania” wody uzupełnione reflektorami, podświetlającymi strumienie od spodu. Wraz z muzyka tworzą niezwykle show, które trzeba koniecznie zobaczyć. Naprawdę trudno opisać wszystkie możliwości, kombinacje, rodzaje zachowania wody, oraz zmiany kolorów robione w takt muzyki klasycznej, operowej i innej. A gdy opuszczaliśmy to magiczne miejsce… wybrzmiała do końca “Barcelona” (Freddie Mercury & Montserrat Cabballe). Kolejny dzień w Barcelonie zaczęliśmy od podróży metrem na słynny Camp Nou, czyli stadion dumy Katalonii, zespołu piłkarskiego FC Barcelona. Kolejka do kas strasznie długa, ale sprawnie to szło, więc po kilku minutach oczekiwania i napięcia przypominającego stres przed maturą, przeszliśmy bramy stadionu i zaczęliśmy zwiedzać to niesamowite i kultowe miejsce. Po godzinnym fotografowaniu trofeów trafiliśmy na trybuny. Warto posiedzieć choć kilka minut i poczuć ten klimat. Jest niesamowicie i zazdroszczę tym, którzy mogą co tydzień przychodzić tu na piłkarskie widowisko klubu z Katalonii. Zwiedzić można także szatnie piłkarzy, zejść na płytę boiska w okolicach boksów drużyn oraz posiedzieć na usytuowanych pod dachem stanowiskach komentatorskich. Jeśli macie troszkę więcej czasu proponuję pójść do Akwarium – to trzeba zobaczyć, największe akwarium w Europie. 21 stanowisk z rybami, z czego 20 z szybami o szerokości ok. 3-4 metry.  Po tych kilku dniach spędzonych w stolicy Katalonii w Barcelonie wiem, że aby naprawdę ją poznać, trzeba tam po prostu zamieszkać. Nie na dwa, trzy dni, nie na tydzień, nie na miesiąc. Hiszpański pisarz Carlos Ruiz Zafon pisał, że Barcelona jest jak kobieta. Kobieta, którą trzeba poznawać bardzo powoli, Kobieta, która kilka razy na dobę zmienia swoje oblicze, Kobieta, z którą bardzo chciałabym się zaprzyjaźnić i którą żal mi było się żegnać.

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o