KAWAŁECZEK MONTENEGRO

KAWAŁECZEK MONTENEGRO

4.46/5 (52)
Opublikowano przez ankaj9107

Intryguje mnie on cały,

Ten kraj dziki i wspaniały.

Na Bałkanach go znajdziecie,

„czarna perła” w tamtym świecie.

Kusi morzem i górami,

Jednocześnie kolorami.

Tajemnicza – nie od dzisiaj,

A więc warto o niej pisać!

 

Kilka miesięcy przed wakacjami, będąc myślami, gdzieś pomiędzy słoneczną Italią, a gorącą Hiszpanią, przypadkowo wpadła nam w ręce ciekawa oferta. Z ust padło jednomyślne – jedziemy! Od początku towarzyszył nam lekki dreszczyk emocji, ze względu na to, że wybrany spontanicznie kraj, nie był obiektem zainteresowań żadnej z nas, a kierunek wspólnych wakacji miał być zupełnie inny.

Jak się później okazało „spontany są najlepsze”! I tak oto, udało nam się zobaczyć i poczuć kawałek bałkańskiego życia, które warto puścić w obieg 🙂

Jako, że obydwie jesteśmy typem tułaczek, to opcja dla mniej wymagających-patrz autokar, wcale nam nie przeszkadzała. Wyjazd należał do tych zorganizowanych przez studenckie biuro podróży.

Podróż trwała prawie dobę, w końcu to około 1200 km. W naszym przypadku punktem startowym był Kraków, po drodze zmęczenie rekompensowały widoki za oknem oraz wyczekiwanie na punkt docelowy. Po dotarciu do uroczej willi, w której byliśmy zakwaterowani, zmięci, pod każdym względem, pobiegliśmy od razu na plażę (ok. 15 minut pieszo od noclegu), co by się już trochę zintegrować i prawdziwie rozpocząć 10 – dniowe wakacje, a nie powiem, nasze miejsce docelowe bardzo temu sprzyjało!

Czarnogóra, bo o niej tutaj mowa, to malutki kraj, wielu kontrastów, położony nad Adriatykiem, rozpościerający się na Półwyspie Bałkańskim. Wyobrażając sobie mapę, państwo to wciśnięte jest pomiędzy takich sąsiadów jak: Chorwacja, Bośnia i Hercegowina, Serbia, Kosowo i Albania.

To miejsce dla osób „górolubnych”, znajdziemy tutaj m.in. : Durmitor, Lovćen i Góry Północnoalbańskie. Natomiast największym zbiornikiem w tych okolicach jest Jezioro Szkoderskie. Wysokie grzbiety gór Dynarskich, tworzą główny dział wodny, część rzek tj. Tara, Lim, Piva, spływa do Morza Czarnego, a część np. Morača, Zeta, do Morza Adriatyckiego.

Jak można zauważyć, po tym krótkim opisie geografii Czarnogóry, kraj ten funduje atrakcje dla osób każdego pokroju i o różnorodnych zainteresowaniach. Podobnie jest również pod względem cenowym, ale po kolei.. 😉

Coś dla duszy i nie tylko!

Osoby z artystyczną duszą, z pewnością odnajdą się w Czarnogórze. Jak najbardziej można nacieszyć oko, podziwiając tutejszą architekturę. 

Uchwycona na powyższej fotografii – Budva, to był nasz punkt docelowy, a zarazem miasto gdzie spędzaliśmy najwięcej czasu. Przez ponad 300 lat należała ona do Wenecjan, co z pewnością można zauważyć. Całą kwintesencją tego miasteczka jest Starówka, gdzie sieć charakterystycznych kamienic z piaskowca, otula wąskie i pełne romantyzmu uliczki. To idealne miejsca na spacer, zarówno w ciągu dnia, jak i nocą.

Odnosząc się do konkretnych zabytków, warto zwrócić uwagę na Cytadelę, którą można podziwiać zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz, gdzie znajduje się galeria przedstawiająca stare fotografie Budvy oraz makiety okrętów – wstęp kosztuje około 2 euro. Jest to świetny punkt widokowy, bowiem można oglądać z niej panoramę całego miasta wraz z Hawajami 🙂 ale o nich później.

Wśród zabytków sakralnych, swoje miejsce mają takie obiekty jak: Konkatedra Św. Jana, świątynia katolicka, a także Cerkiew Św. Trójcy i Kościół Santa Marija in Punta. Dla chcących zobaczyć te obiekty, jest o tyle prościej, że znajdują się one obok siebie. Poniżej, pierwsze z dwóch wymienionych budynków.

Niektórzy powiadają, że Budva, to miasto milionerów, nie można się nie zgodzić 🙂 Osoby z grubszym portfelem odnajdą się na Półwyspie oddalonym o ok. 7 km od miasta – Sveti Stefan. Wcześniej istniała tu osada rybacka, gdzie tłoczono wino, natomiast aktualnie znajduje się tam ekskluzywny kompleks hotelowy, ot taki paradoks! Bez wykupionego noclegu, ciężko o zwiedzanie tego miejsca.

Zostawiając na chwilę Stare Miasto, oprócz spacerów można tutaj trochę poplażingować, popływać (niestety Adriatyk był dosyć zimny), czy też porowerkować 🙂

Budva oferuje kilka plaż. Wylegiwaliśmy się przede wszystkim na Slovenska Plaża, która jest położona wzdłuż hotelowej części miasta – coś dla fanów kamieni i żwiru. Idąc na plażę, mijaliśmy uroczy park z kompleksem małych domków.

Dla mnie osobiście o wiele bardziej atrakcyjna, mimo sporej ilości wczasowiczów, okazała się plaża Mogren. Jest ona bardziej dzika i piaszczysta, a co za tym idzie bardziej wygodna. Aby się na nią dostać, trzeba udać się w kierunku Starego Miasta i dalej idąc skalistą ścieżką. Wygląda to mniej więcej tak:

Rozluźniona atmosfera służyła kontemplacji widoków oraz twórczym działaniom 🙂

Jak powszechnie wiadomo wakacje to błogi czas wylegiwania się z jednoczesnym korzystaniem z atrakcji wymagających od nas więcej ruchu. Do takowych należała „wycieczka” wokół Wyspy Świętego Mikołaja i to nie byle jaka, bo na rowerkach wodnych. Można je wypożyczyć na Slovenskiej Plaży. Dodatkowo istnieje możliwość opłynięcia wyspy statkiem.

Hawaje, bo tak jest owa wyspa nazywana przez tutejszych mieszkańców, jest w większości dzika, a w małej części zagospodarowana, znajduje się tam restauracja. Woda w tamtym miejscu przybiera kolor pięknego turkusu, wyspę porasta śródziemnomorska roślinność, otoczona jest trzema piaszczystymi plażami i podobno plażą nudystów. Można z niej podziwiać Riwierę Budwiańską, miasto, oraz otaczające je wzgórza.

 

 

 

Budva dla niektórych może wydawać się mało atrakcyjna. Słyszy się opinie, że nie ma tam konkretnego zabytku, który by zachwycał,  a Starówka jest maleńka i można ją przejść w kilkanaście minut. Po części jest to prawda, dla mnie jednak to zbiór wszystkich elementów, tworzy urok tego miasta. To połączenie wszystkich atrakcji, uliczek, widoków i atmosfery, kreuje niezapomnianą całość. Warto wspomnieć także o roślinności śródziemnomorskiej, która jest tutaj nie małym dopełnieniem.

Liczne palmy, oleandry i wiele innych roślin, gaje oliwne, czy kaktusy pięknie współgrają z bałkańską architekturą!

 

 

Cisza, spokój i robale!

Dziesięć dni, to sporo czasu, postanowiłyśmy je dobrze spożytkować i pozwiedzać nie tylko opisaną powyżej Budvę. Pierwszym zwiedzanym miasteczkiem była – Cetynia. Podróżowałyśmy „na własną rękę”. Z dworca w Budvie, co pół godziny odjeżdżają busy, które kosztują ok. 3-5 euro. Trzeba niekiedy swoje odczekać, aby wsiąść do busa, gdyż jest to podstawowy środek transportu zarówno dla tubylców, jak i turystów. Na dworzec nie jest ciężko trafić, ale zawsze warto zaopatrzyć się w mapę!

 

Jak można zauważyć na powyższej fotografii, siedząc już wygodnie w busie, jest nam dane delektować się całą panoramą Riwiery. Dla bardziej wrażliwych, jedzie się krętymi i stromymi drogami – zapiera dech w piersiach.  Jak wspomniałam wcześniej, tego dnia naszym celem była Cetynia, to małe miasteczko- dawna stolica Montenegro, położona na południu państwa. Ta niepozorna mieścina jest doskonałym punktem specerowo-widokowym. W porównaniu do dosyć jarmarcznej Budvy, jest tam niesamowicie cicho, a i sam Prezydent Czarnogóry ma tam swoją siedzibę.

Chyba jestem podatna, na ogólny klimat i górskie widoki, bo to one odgrywały tutaj główną rolę.

Ale wracając do zabytków, Cetynia proponuje takie atrakcje jak: Bilardówka czyli pałac będącym obecnie muzeum poświęconym Petarowi II Petroviciowi Njegošowi, jak sama nazwa mówi, znajduję się tam sala do gry w bilard, kolejno Pałac Króla Mikołaja i Dom Rządowy – kiedyś siedziba Parlamentu, obecnie muzeum sztuki.

Cetynia posiada nazywane przez tamtejszą ludność Centrum Duchowe –  Monaster Narodzenia Matki Bożej– męski prawosławny klasztor, aby tam wejść i podziwiać środek budynku trzeba się pozbawić sandałków i dość dobrze okryć. Miejsce to oferuje Muzeum Cerkiewne –ikony, ornamenty, Księgi wypisane Cyrylicą. Kolejną atrakcją sakralną jest mała Cerkiew na Cipurze.

Na szczycie wzgórza Orlov Krš mieści się grób założyciela dynastii Petroviciów-Niegoszów – Daniły I i nieziemskie widoki i całkiem przyziemne latające robaki, które z uporem postanowiły nam zakłócać eksplorowanie!

 

 

Kotor!

To miasto potrafi zrobić wrażenie! Odebrałam je, jako miejscowość monumentalno – bajkową. Fakt, jest tam dość tłoczno, a skwar odbijający od murów, powoduje, że człowiek się topi, to jednak klimat wynagradza wszystkie „katusze”.

Kotor jest średniowiecznym miastem bram, już przy samym wejściu na Stare Miasto, wita nas Brama Morska, a obok niej stoi fikuśna ławka, zapewne idealny element fotograficzny – uwaga gorąca. Są jeszcze dwie inne bramy: Południowa (ta najstarsza) oraz Północna.

Wchodząc do Starego Miasta możemy się zdziwić – bowiem przed nami widać uliczki, uliczki i  jeszcze raz uliczki, i to uwaga, bez nazw.

Możecie mieć wrażenie, że kręcicie się w kółko, albo faktycznie tak jest. Uliczki krzyżują się i przeplatają, doprowadzając turystów, do placów, a jest ich tutaj kilka, m.in. Plac Broni, ze słynna wieżą zegarową, kolejno Plac Mąki na którym to znajduje się Pałac Buca. Pomiędzy Placami Mąki a Broni znajduje się Pałac Bizanti. Jak widać, nie tylko uliczki są tutaj pokręcone!

Ostatni, z Pałaców, które udało mi się zapamiętać, a z pewnością jest ich więcej – to Pałac Drago, znajduje się na placu Św. Tryfona. Tutaj się zatrzymamy, bowiem na dokładnie tym samym placu, mieści się znak szczególny Kotoru – Katedra Św. Tryfona – to siedziba biskupa diecezji Kotorskej.

Kotor posiada wiele budynków sakralnych, są to np. Cerkiew Św Łukasza, Kościół Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych, Kościół św. Klary, kościół św. Anny i kilka innych wartych odwiedzenia. Miasto posiada także pewien baśniowy klimat, które nadają mu słynne mury obronne, mające ok. 4, 5 km długośći, a wysokości prawie 20 m. Stojąc na samej górze obok słynnej twierzy Św. Jana, można podziwiać całą panoramę, w gratisie z olbrzymimi statkami. Bilet kosztuje 2 lub 3 euro, zależy czy grupowy czy solo. Wcześniej wymienione place Kotoru, służą wypoczynkowi i chwili refleksji. Na jednym z takich placyków, próbowałyśmy słynnej w Czarnogórze Pljeskavicy. Jest to mieszanka mięsna, formowana na kształt hamurgera, całkiem smaczna. W Kotorze spędziłyśmy jedynie kawałek dnia, więc był to nawet nie spacer, a trucht, jednak wszystkie punkty udało się pomyślnie zaliczyć. 

 

 

Rakija, kobiety/mężczyźni i śpiew  🙂

Po wydajnym eksplorowaniu, tudzież wylegiwaniu się na plaży, przychodził czas na intensywne poznawanie nocnego życia Montenegro. Pomocne w doprowadzaniu ciała i ducha do błogiego stanu, okazało się tutejsze wino. Można je nabyć w każdym sklepie spożywczym, za symboliczną cenę, bo ok. 2-5 euro. Najpopularniejszym tego typu trunkiem jest wytrawny Vranac. Dla smakoszów piwa, tubylcy polecają Niksićko, opcjonalnie jasne lub ciemne, cena w zależności od pojemności –niecałe euro -2 euro z hakiem. Wyposażeni w buteleczki/butle napoju wyskokowego, przechodziliśmy do konsumpcji i dalszych atrakcji. Inną sprawą jest tutejsza Rakija (napój mocniejszego kalibru). Uraczeni pewnego wieczoru przez gospodarzy, przekonaliśmy się jak smakuje życie. Dla ciekawych wyżej wymieniony alkohol, także można kupić w sklepach. Jak powszechnie wiadomo, na nocne życie składają się także wygibasy i pląsy na parkiecie. No właśnie, a jak bawią się Czarnogórzanie? Jak wspominałam wcześniej, naszym punktem docelowym, była Budva, tam też szukaliśmy miejsca gdzie można potańczyć. Idąc deptakiem, już z daleka słychać muzykę a la Bregovic, tam też postanowiliśmy zajrzeć, co by zaspokoić nasze pragnienia taneczne. Od razu odnieśliśmy wrażenie, że Czarnogórzanie nie tańczą w sposób znany w polskich dyskotekach, czy innych miejscach.Stoją raczej przy stolikach, czy przytupują, w rytm tamtejszej W takich miejscach, można zatopić się w kulturze i muzyce bałkańskiej, bo tylko taka jest puszczana,ba grana na żywo. Oczywiście, z pewnością istnieją zwykłe kluby, ale na pierwszy rzut oka, przynajmniej w Budvie rzucają się w oczy miejsca, takie jak opisałam wyżej. Zdania co do imprez były podzielone. Niektórzy jednogłośnie stwierdzili “nudaaa”, dla mnie osobiście była to fajna odskocznia. Dla znudzonych znalazła się alternatywa, bowiem jak się okazało na jednym ze wzniesień miasta, znajduje się dyskoteka TOP HILL. Wybraliśmy się tam pieszo, przy okazji podziwiając nocną Budvę z góry. Jeśli ktoś szuka w Budvie imprezowni do białego rana, to tutaj jej nie znajdzie. To miasto barów, gdzieniegdzie ulicznych śpiewaków, którzy swoją grą i wokalem podkreślają tamtejszą atmosferę!

 

Gdyby przyszło mi posłużyć się instagramowymi hasztagami, po to, żeby jakoś określić ten kraj, to na pewno umieściłabym takie nazwy jak: #Bałkany#Budwa#Kotor#Cetynia#wmiaretanio#ciepełko#dobrewinko

#bajka#pięknekolory#staremiasto#palmy#charakter#muzyka#Rakija#śmiech#tajemnica

Do zwiedzenia jeszcze wiele!

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o