Jeszcze zdążyłam zobaczyć Syrię

Jeszcze zdążyłam zobaczyć Syrię

Brak ocen. Przeczytaj i oceń wpis!
Opublikowano przez gracja

,, Podróże kształcą”. Podróżując po świecie spotykamy ludzi z innych krajów, poznajemy ich język,kulturę oraz ich zwyczaje, ciekawe miejsca, z którymi wiążą się legendy i których już często nie ma.Gościnności mieszkańców Syrii i Jordanii, doświadczaliśmy na każdym kroku. Zawsze pytali nas skąd jesteśmy, aby na koniec dodać „Welcome in Syria” (witamy w Syrii).To słowo słyszeliśmy tysiące razy przechodząc ulicami, w autobusach, w sklepach. Powalająca różnorodność zapachów i smaków, magia światła i kolorów. Cudowne tkaniny przetykane srebrnymi nićmi, złoto i orientalna biżuteria błyszcząca w smugach południowego światła i niezapomniany, wypełniający całą przestrzeń zapach cynamonu, imbiru i prażonych orzechów. ”Podróżować to żyć” – bo….prawdziwa podróż odkrywcza, nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu czy też nie, ale są bardzo ładnymi i ciekawymi miejscami, które naprawdę warto zobaczyć.

Moja kolejna wyprawa to Bliski Wschód. Odwiedzimy Syrię, Jordanię i po drodze Kapadocję w Turcji. Ma’a saalama znaczy do widzenia. Używaliśmy dość często, jak i….as-saalam aleykum czy shukran (dziękuję). Przekonaliśmy sie po raz kolejny, że nauczenie się choć kilku słów w języku kraju do którego wybieramy się w podróż…..owocuje. Każdy powtarza to jak mantrę z uśmiechem na twarzy sprawiając, że nie czujemy się obco, tylko prawie jak u siebie. Każdy uśmiecha się, zagaduje, chce pomóc w najprostszych sprawach. Pierwszy raz spotkaliśmy się z taką otwartością, szczerością i gościnnością. Stajemy na ziemi syryjskiej i od razu uderza nas odmienność tego miejsca. Pustynny klimat, cała okolica pokryta wielkimi rumowiskami skalnymi, gdzieniegdzie płaty żyznej, czerwonej ziemi porośniętej drzewkami oliwnymi, ale przede wszystkim liczne ruiny – zamki, forty, bastiony i inne budowle. Kurdyjska wioska…..tu od razu nasuwa mi się skojarzenie z krajobrazem “Gwiezdnych Wojen”. Małe i niskie domki, wyglądające jakby były ulepione z piasku, a obok odpoczywające wielbłądy i studnie – to obraz, którego nigdy nie zapomnę. Zwiedzając Syrię, będziemy mieli okazję obejrzeć niesamowitą architekturę miast Palmyry, Dury czy Sergiopolis – sprawiających wrażenie, jakby były “zasypane” piaskiem pustyni. To jednak tylko pozór – tu kwitnie życie, a kurdyjscy handlarze potrafią zaskoczyć sprytem i temperamentem. Miejscowości Damaszek To stolica państwa, przez wielu badaczy uznawana za najstarsze miasto świata. Leży w południowo-zachodniej części kraju, w oazie nad rzeką Barada, na skraju Pustyni Syryjskiej. To tutaj znajduje się miejsce pochówku św. Jana Chrzciciela oraz sławny Wielki Meczet Umajjadów z 705 r. Do innych ciekawych zabytków należą mauzoleum Saladyna z 1193 roku, niezwykle żywe i ruchliwe miejsce bazar – Suq al Hamidijja, pozostałości świątyni Jowisza z III w. p.n.e. Oraz medresy al-Adilijja i az-Zahirijja z XIII wieku. Damaszek zasłynął z wyrobu jedwabiu wysokiej jakości oraz z fajansów damasceńskich. Dzisiaj to najważniejsze centrum kulturowe, administracyjne i turystyczne Syrii i jedna z czterech świętych miast islamu. Aleppo To miasto położone zaledwie 50 km na południe od granicy z Turcją, w połowie drogi między Eufratem, a Morzem Śródziemnym. O jego atrakcyjności decyduje malowniczy i zróżnicowany krajobraz. Usytuowanie między życiodajnym Eufratem, w niedalekiej odległości zarówno od morza, jak i pustyni stwarza wiele możliwości spędzania wolnego czasu. Historia miasta sięga tysiące lat w przeszłość, wielu badaczy uważa, że Aleppo należy do najstarszych, ciągle zamieszkałych miast Bliskiego Wschodu. Dzisiaj jest ważnym ośrodkiem religijnym Syryjczyków i siedzibą dziewięciu biskupów – prawosławnego, ormiańskiego, jakobickiego, melchickiego, ormiańsko-katolickiego, jakobicko-katolickiego, maronickiego, chaldejskiego i łacińskiego. Znajdziemy tu aż 36 kościołów, cerkwi i zborów oraz 36 klasztorów. Architektura miasta to głównie islamskie świątynie i bizantyjskie klasztory. Satysfakcja z wycieczki po mieście gwarantowana! Wszystko zmienia się, gdy zobaczyliśmy ALEPPO  – miasto w pn.- zach. Syrii, , miasto na krańcach Pustyni Syryjskiej, drugiego co do wielkości miasta w Syrii, walczącego z Damaszkiem o miano najdłużej nieprzerwanie zamieszkanego miejsca na ziemi. Aut stopniowo zaczyna przybywać i dopiero wtedy uderza nas prędkość z jaką jedziemy. Kierowca autobusu – Syryjczyk z krwi i kości – prowadzi jak szalony. Wszystko zmienia się tak szybko, że właściwie nie wiem co się dzieje: wyprzedza na trzeciego, zdarza się że na czwartego, prawie, że taranuje samochód przed nami, bo wydaje się nie wiedzieć jak działa hamulec. Za jedyną broń służy mu klakson, którego używa bez opamiętania i to zdaje się działać…a i jeszcze odpala papieros od papierosa….szok!. Powalająca różnorodność zapachów i smaków, magia światła i kolorów. Cudowne tkaniny przetykane srebrnymi nićmi, złoto i orientalna biżuteria błyszcząca w smugach południowego światła i niezapomniany, wypełniający całą przestrzeń zapach cynamonu, imbiru i prażonych orzechów. Następnego dnia również wybieramy się na suk, lecz tym razem jest to dzień szczególny. Jest piątek – święty dzień Islamu – kiedy to całe życie miasta zamiera, a wyznawcy skupiają się na południowej modlitwie. Ulice świecą pustkami, sklepy są pozamykane, także suk stracił wszystkie swoje barwy i stał się po prostu kamiennym tunelem. Po chwili jednak zaczepia nas mężczyzna – niski, pucołowaty Syryjczyk w średnim wieku. Zaprasza na herbatkę do swojego sklepu, lecz my….. z przezorności odmawiamy. Wtedy proponuje, że nas oprowadzi – nie chce nic w zamian, jak tylko spędzić trochę czasu z zagranicznymi turystami i porozmawiać. Prowadzi nas wąskimi uliczkami, pokazując miasto jakim jest naprawdę. Wprowadza za zamknięte drzwi do miejsc niczym z “Baśni z tysiąca i jednej nocy”, oglądamy najpiękniejsze chany i medresy, których dziedzińce, ten jeden dzień w tygodniu, są oazą spokoju. Poznajemy tajemnicę prawdziwego kaszmiru i zapachy najbardziej orientalnych przypraw. Rozmawiamy też z odpoczywającymi w cieniu swoich sklepików sprzedawcami. Po raz pierwszy czujemy prawdziwy, nienapędzany sztucznie przez turystykę, orientalny Bliski Wschód. Z Hamy wyruszamy na pustynię, do Tadmuru – miasteczka – oazy, które wyrosło niedaleko ruin, niegdyś potężnego, rzymskiego miasta Palmyra. Po kilkugodzinnej podróży autobusem, którego kierowca zdawał się być bardziej zainteresowany gazetą, którą czytał, niż sytuacją na drodze, alle…. w końcu docieramy do miasta. Zatrzymujemy się na pustkowiu, gdzieś na obrzeżach miasta i jesteśmy już na terenie ruin. Długo spacerujemy po ogromnym, nieogrodzonym terenie, gubiąc się wśród kolumnad i niezliczonych świątyń, wspinając się na postumenty, tetrapylony, patrząc na wszystko z góry, z dołu i z bliska, dotykając rzeźbień i detali. Wszystkie te greckie, czy rzymskie miasta, które widziałam dotychczas, nie mogą się z tym równać, bo nigdzie indziej nie można tak w pełni poczuć tych budowli, tam gdzie wszystko kryje się za barierkami i gdzie wszystko trzeba oglądać z daleka. Po tygodniu pobytu w Syrii przyszedł czas na odwiedzenie stolicy. Legendarne miasto DAMASZEK to prawdziwa stolica z reprezentacyjnym ogromnym bazarem (suk), mnóstwem kawiarń i ekskluzywnych restauracji, a wszystko to zatopione w nastrojowych uliczkach, pełnych pnącej się nad naszymi głowami zieleni. Na każdym rogu można też spotkać uśmiechniętego sprzedawcę, który ochoczo zaprasza do swojego sklepu z misternie rzeźbionymi, drewnianymi pudełeczkami, piękną, oryginalną i niespotykaną biżuterią lub kosztownymi tkaninami.(zakupy? A jakże… nie mogłam się oprzeć…troszku poszalałam)Damaszek może poszczycić się także wspaniałym meczetem, będącym czwartą co do ważności świątynią w świecie muzułmańskim (zaraz po Mekce, Medynie i Jerozolimie. Meczet Umajjadów zachwyca przede wszystkim cudownymi mozaikami, rozległym marmurowym dziedzińcem i wznoszącym się na nim przepięknym Skarbcem. I tu załączam moją fotkę, gdzie właśnie wchodzimy do wnętrza meczetu. Oczywiście wymagany strój i oczywiście na bosaka ( ja tam się sobie podobałam w tym stroju…”alegancko”…prawda?)JORDANIA… to drugie państwo, które odwiedziliśmy.. Choć z pozoru podobne, to już po dwóch dniach widzimy jak bardzo różni się od Syrii. Przede wszystkim dociera tu znacznie więcej turystów, w związku z czym ludzie są mniej otwarci i bezinteresowni. Poza tym, kraj jest lepiej rozwinięty – mają lepsze drogi i dużo policji, więc kierowcy nie jeżdżą jak szaleni. Stolica jest otwarta na zachodnie rynki – co rusz mija się restauracje sieci McDonalds, czy KFC, a na ulicach dużo jest amerykańskich samochodów. Znacznie więcej też osób ubiera się po “europejsku”. Zatrzymujemy się w Ammanie – stolicy Jordanii.Morze Martwe – Morze Martwe nie jest w rzeczywistości żadnym morzem, tylko śródlądowym jeziorem usytuowanym w najniższej depresji na Ziemi. Przez kilka godzin rozkoszujemy się niesamowitym widokiem majestatycznych gór wyrastających z przeciwległego brzegu, zażywamy kąpieli w bardzo, ale to bardzo słonej wodzie i obowiązkowo smarujemy się leczniczym mułem. Ja już jednak z trudem wytrzymuję 50-cio stopniowy upał, który panuje w największej depresji świata…..Szok. Wyprawa powoli zaczyna zbliżać się ku końcowi, żegnamy się więc z Ammanem i zmierzamy do PETRY. Petra to obecnie ruiny miasta Nabatejczyków. Położona jest w skalnej dolinie, do której prowadzi jedna wąska droga wśród skał – wąwóz As-Sik. Jeden z siedmiu cudów świata i inspiracja tej podróży, w moim wyobrażeniu zawsze była czymś magicznym. Mając przed oczami kadry z filmu o Indianie Jonesie i….zawsze, marzyłam, by ujrzeć jedną z piękniejszych budowli świata.Jak się okazało, nie tylko ja byłam autorką takich marzeń, a tłumy turystów, ale muszę powiedzieć, że zabytkowi takiej klasy, nic nie jest w stanie zaszkodzić. Szczególnie, że tu dociera niewielu jeszcze turystów i skąd można podziwiać Petrę w ciszy i spokoju. Do Wadi Musa (wioski, która wyrosła nieopodal skalnego miasta) docieramy koło południa, (upał śtraszny J ) droga w dół wioski, do bram rezerwatu, a potem około 45-minutowy marsz do Skarbca Faraona. Kiedy widzimy ją już w całej okazałości uderza nas mistrzostwo jej wykonania – bowiem tak naprawdę jest to ponad czterdziestometrowa rzeźba wykonana z jednego, olbrzymiego kawałka różowego kamienia. Ma ona dużo cech rzymskich i wielu przypomina wejście do antycznej świątyni, lecz dla mnie jest bardziej barokowa. Skarbiec…. to jednak dopiero początek. Dalej, tam gdzie wąwóz się rozszerza, w czasach Nabatejczyków, a potem pod panowaniem rzymskim, wyrosło rozległe miasto zajmujące całą dolinę. Po obu stronach mijamy wykute w skałach grobowce – już nie tak dobrze zachowane, ale nadal robiące wrażenie. Gdzieś spomiędzy skał wyłaniają się namioty i stoiska handlarzy sprzedających pamiątki i biżuterię ( bardzoo oryginalną….a jakże…zakupiłam…….. nie odpuściłam ).W miarę jak oddalamy się od głównego traktu coraz częściej spotykamy małe dzieci pasące kozy i owce. Brudne, o umorusanych twarzach, co rusz podbiegają do nas żebrząc o choćby jednego dinara. Dochodzimy do pięknych Grobowców Królewskich, spod których roztacza się urzekający widok na całe miasto. Po lewej Rzymski Teatr, przed nami brukowana droga z kolumnadą, a po prawej pod wielkim dachem, ruiny późniejszego, chrześcijańskiego kościoła. Nieodłącznym elementem tej mozaiki są także Beduini, prowadzący na swoich wielbłądach, osiołkach i mułach zmęczonych długą drogą turystów. Ja również dałam się skusić, aby w drodze powrotnej z wąwozu wrócić bryczką. Podróżować to żyć” – bo….prawdziwa podróż odkrywcza, nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu.  

Dodaj komentarz

Please Login to comment
  Subscribe  
Powiadom o

Pozostałe nagrody